Wiele smakowitych kąsków serwuje nam koniec roku i wcale nie
mówię o barszczyku, pierogach i świątecznym karpiu. W ostatnich tygodniach miały
miejsce ciekawe premiery muzyczne, na które, jak co roku, liczę. Numero uno - Devin Townsend - Z2. Długo wyczekiwany album
kontynuujący historię Ziltoida, kosmity, który dociera na Ziemię w poszukiwaniu
nowej planety dla swojej cywilizacji. Z2 opowiada historię walki pomiędzy
Ziltoidem, Blatarią - królową obcej rasy zwanej Poozers - oraz Ziemianami.
Muzycznie album o Ziltoidzie to miód na moje uszy (nie w uszach!).
W 2015 premierę będzie miał album The Dairy projektu Gentle Storm - połączonych sił Anneke i Arjena Lucassen, (którego uwielbiam za wszystkie
albumy wydane w ramach Aryeon). Póki co na oficjalnej stronie artysty nie ma
linków do żadnej próbki ich wspólnej twórczości, ale można się spodziewać
dobrej produkcji. W czasie oczekiwania zadowolę się ostatnim albumem Ayreona - The Theory of Everything oraz Guilt Machine - On This Perfect Day, w którym Arjen odpowiada za niemal wszystko.
Szwedzkie zespoły wykonujące metal progresywny lubią się
zmieniać czy, jak to ładnie nazywają, ewoluować. I podobnie jak z POS, w moim życiowym soundtracku zawsze
jest miejsce na Opeth. Niekwestionowany
lider polityczny zespołu Mikael Åkerfeldt doczekał się córki, co ma ogromny
wpływ na jego najnowszy, ale i poprzedni longplay. Miałem przyjemność być na
koncercie promującym album w Warszawskim klubie Progresja Music Zone. Mimo to wciąż jeszcze
nie przesłuchałem Pale Communion jak należy,
czyli całego albumu od początku do końca. Nie wiem, jak brzmi jako całość, ale pojedyncze
utwory trafiają w punkt. Są skomponowane i wykonane z zegarmistrzowską
precyzją. Opeth pełnymi garściami czerpie z progrockowych dokonań ojców tego
gatunku. Czasem trochę szkoda, że składnik death metalowy w drodze ewolucji
zaginął, ale zawsze mam Morningrise i
Blackwater Park pod ręką.
Zaczyna się
genialnie, mocne riffy, typowe dla Devina przeplatające się ścieżki różnych wokali.
Mój zachwyt nie znikał aż do kawałka March Of The Poozers, który, niestety, nie trzyma poziomu, a im dalej, tym słabiej, zupełnie jakby Devin się spieszył i
zabrakło mu czasu lub pomysłu na utrzymanie formy z początku albumu. Niemniej,
jako całość album prezentuje się świetnie. Należy pamiętać, że Z2 to wydawnictwo
dwupłytowe. CD1 zawiera 12 utworów niezwiązanych z Ziltoidem. Bardzo przyjemne,
radosne utwory nagrane między innymi z Anneke van Giersbergen, która jest
bohaterką drugiego projektu, rozpalającego moją wyobraźnie.
W 2015 premierę będzie miał album The Dairy projektu Gentle Storm - połączonych sił Anneke i Arjena Lucassen, (którego uwielbiam za wszystkie
albumy wydane w ramach Aryeon). Póki co na oficjalnej stronie artysty nie ma
linków do żadnej próbki ich wspólnej twórczości, ale można się spodziewać
dobrej produkcji. W czasie oczekiwania zadowolę się ostatnim albumem Ayreona - The Theory of Everything oraz Guilt Machine - On This Perfect Day, w którym Arjen odpowiada za niemal wszystko.
W
ytwórnia InsideOut wzbogaciła się o kilka wartych uwagi
wydawnictw. Choćby Pain Of Salvation - The Falling Home niepokornych Szwedów, w którego przypadku trudno mówić o
pełnoprawnym albumie, ponieważ to akustyczne wersje utworów, które POS
skomponowało w ciągu ostatnich kilku lat. Dodatkowo na płycie znajdują się
covery: DIO - Holy Diver i Lou Reed - Perfect Day. Opinie co do nich
są różne. Moim zdaniem, ta płyta to tylko rozgrzewka nowego lineupu przed
pełnowymiarowym wydawnictwem. Warto wspomnieć, że po nagraniu BE ze składu Pain Of Salvation odszedł jeden z braci Gildenlöw - Kristoffer.
Efektem jego solowej kariery jest album Rust,
który, hmm, jeszcze nie wiem, czy mi się podoba.
ytwórnia InsideOut wzbogaciła się o kilka wartych uwagi
wydawnictw. Choćby Pain Of Salvation - The Falling Home niepokornych Szwedów, w którego przypadku trudno mówić o
pełnoprawnym albumie, ponieważ to akustyczne wersje utworów, które POS
skomponowało w ciągu ostatnich kilku lat. Dodatkowo na płycie znajdują się
covery: DIO - Holy Diver i Lou Reed - Perfect Day. Opinie co do nich
są różne. Moim zdaniem, ta płyta to tylko rozgrzewka nowego lineupu przed
pełnowymiarowym wydawnictwem. Warto wspomnieć, że po nagraniu BE ze składu Pain Of Salvation odszedł jeden z braci Gildenlöw - Kristoffer.
Efektem jego solowej kariery jest album Rust,
który, hmm, jeszcze nie wiem, czy mi się podoba.
Szwedzkie zespoły wykonujące metal progresywny lubią się
zmieniać czy, jak to ładnie nazywają, ewoluować. I podobnie jak z POS, w moim życiowym soundtracku zawsze
jest miejsce na Opeth. Niekwestionowany
lider polityczny zespołu Mikael Åkerfeldt doczekał się córki, co ma ogromny
wpływ na jego najnowszy, ale i poprzedni longplay. Miałem przyjemność być na
koncercie promującym album w Warszawskim klubie Progresja Music Zone. Mimo to wciąż jeszcze
nie przesłuchałem Pale Communion jak należy,
czyli całego albumu od początku do końca. Nie wiem, jak brzmi jako całość, ale pojedyncze
utwory trafiają w punkt. Są skomponowane i wykonane z zegarmistrzowską
precyzją. Opeth pełnymi garściami czerpie z progrockowych dokonań ojców tego
gatunku. Czasem trochę szkoda, że składnik death metalowy w drodze ewolucji
zaginął, ale zawsze mam Morningrise i
Blackwater Park pod ręką.
Jak wspominałem, ciekawych premier jest moc. W kolejce do
eksplorowania czeka Dream Theater, burzący
czwarty mur w Bostońskiej Operze. Zapis koncertu na żywo to nie tylko uczta dla
ucha, ale i dla oczu podążających za zwinnymi palcami Johna Petrucciego. Dalej
mamy Beardfish – 4626 – COMFORTZONE,
ósmy album w dorobku - jakże by inaczej - Szwedów, i nowa produkcja Kaipa - Sattyg. Jakoś nigdy nie dane mi
było posłuchać Kaipy, choć mam ich albumy od dawna. Coś ciągle stawało na
przeszkodzie, aż w końcu wszystkie płyty w samochodzie stały się passe i nie
pozostało nic innego. Cóż, lepiej późno niż wcale.
.jpg)

Prześlij komentarz